Podcast #4 Dzisiaj powiem o tym jak działa prokrastynacja w odniesieniu do planowania dokonania zmian w naszym życiu w przyszłości, czyli od przysłowiowego jutra.

Na czym polega prokrastynacja?


Czy zdarza Ci się zaczynać coś od poniedziałku? Tak symbolicznie, bo możemy zaczynać coś od nowego miesiąca, urodzin czy innej daty.. W każdym razie nie teraz, już, zaraz. Mi zdarzyło się to wiele razy.
Temat działania od tzw. jutra jest złożony. U jego podstawy mogą stać nawyki, kwestie związane z wiarą w siebie, odpowiedzialnością, lękami, schematami zachowania, tym w jaki sposób o sobie myślimy, jakie mamy przekonania, jakie emocje wzbudza w nas sytuacja, którą chcemy zmienić itd. Powodów naszego nie działania może być więc mnóstwo.
Ale ja dzisiaj chcę powiedzieć Ci o czymś, co być może zmieni Twoje podejście do działania według schematu od jutra. O mechanizmie, którego świadomość być może pozwoli Ci spojrzeć inaczej na decyzje dotyczące Twoich planów.
Z takim schematem odkładania tego co dla nas ważne zmaga się bardzo wiele osób. Nie jesteś wyjątkiem i z całą pewnością wszystko z Tobą jest ok. To znaczy nie jest to jakaś wyjątkowa wada Twojego charakteru. Ale dość powszechny sposób działania wielu ludzi. Przyczyniają się do tego nasze emocje i nasz umysł, który między innymi ma nas chronić przed stresem. A stresem jest też dla nas podjęcie zadania wymagającego dłuższego czasu do jego realizacji lub z innych powodów dla nas trudniejszego.
Odkładanie na później, zwlekanie z rozpoczęciem czegoś i nie robienie tego potem tylko ponowne odwlekanie nazywane jest prokrastynacją.
Prokrastynacja jest w pewnym sensie znacznie prostsza niż podjęcie samego działania. Tym bardziej jeśli chodzi o dokonanie zmian wymagających więcej wysiłku i dłuższego czasu aby osiągnąć efekty np. zadbanie o dietę, ruch, efektywne wykorzystywanie czasu i nie odkładanie ważnych zadań na później, wyrobienie nowych nawyków, np. samodyscypliny, naukę tego co chcielibyśmy umieć itd., itd.

I nawet jeśli coś jest dla nas znaczące i naprawdę nam na czymś zależy – w naszym życiu świetnie funkcjonuje schemat od jutra czyli mechanizm odkładania.
Być może nie raz słyszeliśmy, czytaliśmy – zmotywuj się, weź się do roboty, po prostu zacznij lub inne podobne słowa w motywujących filmikach czy książkach, ale to nie działało. Albo działało na chwilę – jak byśmy dostali zastrzyk pobudzenia, entuzjazmu, ochoty, który jednak tak jak lekarstwo – działał tylko przez kilka godzin.

Dlaczego więc tak się dzieje, że chętnie zaczynamy zmiany od przykładowego poniedziałku?

Zmiana staje się łatwiejsza, kiedy mamy świadomość dlaczego tak się dzieje.
Jest co najmniej kilka powodów, których nie da się jednoznacznie oddzielić, ponieważ są one ze sobą powiązane, o czym się zaraz przekonasz.
Zastanówmy się jaką mamy nagrodę z tego, że chcemy zacząć coś robić nie od teraz ale od poniedziałku? Bo taka nagroda istnieje. Choć wiem, że może to brzmieć paradoksalnie. Bo przecież gdy chcemy coś zmienić, wydawałoby się, że to ta zmiana jest nagrodą więc najkorzystniej byłoby nie czekać na lepszy moment tylko zacząć już teraz. A jednak nagroda z odkładania w czasie zmian i związanych z nimi koniecznych działań jest tym elementem, który ma ogromne znaczenie dla istnienia prokrastynacji.
To co jest moim zdaniem najważniejsze i czego na pewno warto mieć świadomość, to sposób działania naszego umysłu. Otóż dość często zdarza się, że na myśl o tym, cóż to my zaczniemy robić i jak żyć od poniedziałku – zaczynamy odczuwać silną ekscytację. Satysfakcja kiedy osiągamy kolejne rezultaty związane z naszym celem i silna ekscytacja odczuwana kiedy zamierzamy wprowadzić zmiany podporządkowane jakiemuś celowi z jakąś konkretną datą – niewiele się od siebie różnią jeśli chodzi o doświadczanie pewnej przyjemności związanej z odczuwaniem emocji. I ta przyjemność jest naszą nagrodą.
Tyle, że w pierwszym przypadku (osiąganych realnych rezultatów) faktycznie zaistniała realna zmiana. A w drugim (decyzja o zmianie w przyszłości związana z ekscytacją) nic się nie zmieniło. My dopiero coś planujemy i planom tym towarzyszy wizja zmiany, ale bardzo często niewiele z tego wychodzi. A przynajmniej kiedy mamy do czynienia z prokrastynacją.

Wyznaczanie terminu działania w przyszłości sprzyja folgowaniu sobie.

Dodatkowo, ponieważ mamy tak fantastyczne plany, to często jeszcze dzisiaj pozwalamy sobie zrobić zupełnie inaczej. I to inaczej jest odległe od tego jaki jest nasz ideał. Zakładamy, że nasze wybory, zachowania będę inne, ale od poniedziałku i wierzymy w to, mimo, że wielokrotnie przekonaliśmy się iż tak nie jest.
Jesteśmy optymistami co do naszych zachowań w przyszłości. I wydaje nam się, że zmienimy różne rzeczy z łatwością. Że będziemy mieć więcej czasu, więcej energii. Psychologowie wykazali, że nasze założenia są mylne.
Innymi słowy, kiedy odnosimy się do momentu w przyszłości – przeszacowujemy to, co zrobimy. Pod kątem naszych nowych nawyków, działań jakie chcemy podjąć – widzimy przyszłość jako idealną. Czyli odnosimy się do naszego idealnego, wymarzonego ja. Np. jest to takie „ja”, które wstaje rano, a zanim wyjdzie do pracy jest już po ćwiczeniach, medytacji, nauce angielskiego, śniadaniu i przygotowaniu pudełek ze zdrową zawartością do pracy.
Pomimo naszych doświadczeń, że to nasze idealne ja od poniedziałku nie jest takie jak zakładaliśmy. Że nie podjęliśmy działań aby żyć w ten „wymarzony” dla osiągania naszych celów sposób – wykazujemy wciąż taki sam, albo jeszcze większy optymizm co do kolejnych założeń. Nie wywiązanie się ze swojego planu nie wywołuje bardziej realnego spojrzenia na możliwości. Nie przeszkadza nam w powzięciu decyzji nawet o jeszcze bardziej restrykcyjnych zmianach jakie zrobimy np. od kolejnego poniedziałku. Plany mogą być większe, ponieważ zakładamy, że nadrobimy to, czego nie zrobiliśmy poprzednio. Takie wyniki co do jeszcze większych planów jakie robimy – uzyskali naukowcy w eksperymentach.
Nic nie przeszkadza nam umieszczać poprzeczki wysoko. Nierealnie wysoko. Dlaczego? Ponieważ taka perspektywa, nasz nierealistyczny optymizm to dla nas dużo lepsze samopoczucie teraz w tym momencie. Dlaczego więc myśleć o małych krokach skoro myślenie o dużych zmianach to więcej przyjemności? Nasza decyzja o tym co zmienimy już wkrótce jest gratyfikacją tym większą, im większą wzbudza ekscytację. I jest to gratyfikacja natychmiastowa. Inaczej mówiąc im nasze plany są bardziej śmiałe, tym silniejsze pozytywne uczucia związane z naszymi wyobrażeniami o ich dokonaniu. Więc się nie ograniczamy. Może niewielka byłaby nasza ekscytacja gdybyśmy myśleli, że zrobimy tylko jedną zmianę. Co tam jedna jak można od razu wiele?

Decyzja – najprzyjemniejszy moment procesu zmiany.

Pamiętajmy, że w procesie zmiany, najprzyjemniejszą jego część stanowi właśnie nasza decyzja o zmianie. Jeśli ta decyzja dotyczy daty w przyszłości, od której zaczniemy działać – to spójrz… na dzień dobry fundujemy sobie ileś przyjemnych dni związanych z naszymi nadziejami o zmianie. Ten stan jest daleki od samokontroli, wyrzeczeń jakie trzeba ponieść, dyscypliny czy trudu związanego z faktycznie przeprowadzaną zmianą. Łatwiej więc i przyjemniej jest karmić się nadzieją i wyznaczać datę – ten idealny moment od, którego wszystko się zmieni.
Zwróć uwagę, że można to robić wielokrotnie. To znaczy nie dokonywać realnie żadnej zmiany, ale co jakiś czas podejmować decyzję i wyznaczać kolejny poniedziałek lub inną datę. Czujem uniesienie wyobrażając sobie co zaczniemy robić. Czujemy ekscytację. Czujemy nadzieję. Przy tak nagradzających uczuciach nie ma się co dziwić, że potem rezygnujemy z realizacji celu. Zwłaszcza, że jego realizacja wymaga bardzo konkretnego wysiłku. Taki syndrom nazwany został przez dwóch badaczy ( Janet Polivy, Peter Herman) syndromem złudnej nadziei (z ang. false-hope syndrome).

Ze względu na to, że w bardzo szybki sposób możemy sobie poprawiać w ten sposób nastrój – obietnica zmiany dawana samym sobie może być niezłą pułapką.
Jeśli wiele razy podejmowałaś/-eś już decyzję by coś zacząć robić a potem, zanim na dobre zacząłeś – porzucałeś – to zwróć uwagę czy nie jest tak, że sam moment snucia wizji wywołuje u Ciebie ekscytację.
W chwili bieżącej łatwo znajdujemy różne przeszkody aby czegoś nie zacząć robić. Ale przyszłość jest momentem idealnym. Co jest oczywiście bzdurą. I jeśli przeanalizujemy swoją przeszłość to zauważymy, że nawet stawianie warunków, które może się wydawać racjonalne, typu „kiedy zdam egzamin to….np. zacznę regularnie chodzić na siłownię” nie sprawdza. Po prostu po zdaniu egzaminu pojawiają się inne ważne rzeczy w naszym życiu, które znowu stanowią dla nas przeszkodę.
I w ten sposób łudzimy się a przy okazji stoimy z różnymi sprawami w miejscu.
Zauważ jak bardzo nagradzający jest ten rodzaj oszukiwania siebie. Nie dość, że czujemy ekscytację, to jeszcze w tym momencie, dniu, tygodniu – możemy na przykład pozwalać sobie bezkarnie oddawać się temu, czego mamy zamiar nie robić już wkrótce. Na przykład spędzaniu czasu po powrocie z pracy na oglądaniu seriali bez wyrzutów sumienia i poczucia winy bo przecież to tylko do wyznaczonej daty zmian. Dodatkową korzyścią obydwu stanów – ekscytacji i przyzwolenia jest ulga, pozbycie się stresu związanego z zachowaniami i wyborami, których nie chcemy mieć. Przecież to ostatni raz – myślimy oszukując siebie. Zobacz jak bardzo nagradzające jest zaplanowanie daty mającej być początkiem wielkich zmian.

Konsekwencje działania „od jutra”

I wszystko byłoby w porządku. Jest tylko jedno ale. Możemy w ten sposób funkcjonować nawet latami. I tym samym latami nie realizować tego na czym nam zależy.
Możemy nawet oddalić się od naszych celów przez myślenie typu: jeszcze w tym tygodniu nie będę ćwiczyć, ale od poniedziałku zacznę z kopyta. Zacznę chodzić na siłownię 3 razy w tygodniu, a w 3 inne dni będę biegać. Zmieniam całkowicie dietę, będę jeść zero cukru, to jeszcze teraz mogę sobie pozwolić – i zjadam pół torby cukierków oraz czekoladę. Zauważasz, że takie myślenie powoduje, że rozluźniamy jeszcze granice i folgujemy sobie więcej niż zwykle?
Warto mieć świadomość, że jesteśmy bardzo podatni na otrzymywanie nagrody teraz, w tym momencie. To nie jest jakaś Twoja właściwość. Udowodniono to w licznych eksperymentach psychologicznych. Natychmiastowe zadowolenie często bierze górę nad nagrodą z realizacji celów w przyszłości. Łącząc to z przecenianiem tego co możemy zrobić w przyszłości (jakby nie biorąc pod uwagę realiów) łatwo jest nam korzystać z mechanizmu odkładania podejmowania różnych trudniejszych zadań wymagających systematycznego działania przez dłuższy czas.
Ponadto zauważ, że natychmiastowa nagroda jaką otrzymujemy z decyzji o zmianie ale od poniedziałku praktycznie nie wymaga od nas żadnego wysiłku by ją zdobyć, czyli jakiegoś konkretnego działania. Nie wymaga więc żadnych specjalnych nakładów naszej energii.
Chcemy się dobrze czuć teraz, podejmujemy decyzję dotyczącą działań w przyszłości, czujemy ulgę ale tym samym nie realizujemy celów, które są dla nas ważne. A one same się nie zrealizują.
Cena wysoka, jednak mając do dyspozycji przyszłość i ten moment, od którego myślimy, że wszystko już zmienimy, nie dostrzegamy ceny jaką płacimy za przekładanie działania. Tak działa nasz umysł.
Dodatkowo, wskutek powtarzania zachowania „od jutra” tworzymy nawyk takiego stylu funkcjonowania.
Czy w Twoim życiu zaszły pozytywne zmiany z powodu działania od jutra? Nie sądzę. Dodatkowo tymczasowe gratyfikacje w końcu nie będą trwały w nieskończoność jeśli minie rok, dwa, trzy a Ty dalej będziesz w tym samym punkcie ze swoim celem. To w końcu zacznie powodować coraz więcej napięcia, stresu, żalu do siebie, poczucia winy czy innych niewygodnych uczuć.
Dodatkowo spadnie nasze poczucie skuteczności, samokontroli, samodyscypliny i poczucie własnej wartości. A nasze życie może się nam wydawać bez sensu.
Idealny moment na zmianę w przyszłości jest złudzeniem. On po prostu nie istnieje. Jest iluzją, którą sobie tworzymy celem ochrony przed stresem, wygody czy nagród jakie od razu otrzymujemy.
W gruncie rzeczy jednak tracimy na tym. Tracimy cenny czas. Tracimy możliwość realizacji marzeń, wyzwań i satysfakcji z tym związanych. Tracimy możliwość odczuwania spełnienia i poczucia sensu.

Jak przerwać prokrastynację?

Świadomość siebie (swoich emocji, myśli)

Przede wszystkim zwracajmy się ze świadomością do swojego wnętrza.
Ważna jest świadomość tego co myślę i czuję, kiedy zaczynam snuć w głowie wizje jak od poniedziałku zacznę coś robić inaczej, np. wejdę na dietę. Przy pełnej też świadomości istnienia mechanizmów, o których wspomniałam. Czyli bez oszukiwania się, że tym razem będzie inaczej. Przecież wiesz już, że to nie działało. Nie ma się co łudzić, że zadziała tym razem. Prawdopodobieństwo jest prawie zerowe. Choć oczywiście jakieś istnieje. Ale gdyby była to szansa jedna na sto tysięcy to czy rozsądnie jest na nią liczyć? Oddawać to na czym nam zależy niemalże przypadkowi podczas gdy realnie, w każdej chwili, możemy zacząć to realizować i przynajmniej realnie wpływać na osiąganie swoich celów.
Kiedy mówię o świadomości i zwróceniu się do wewnątrz siebie – to nie chodzi o to aby prześliznąć się przez doświadczany stan.
Warto się zastanawiać, poddawać refleksji, zadawać sobie samemu pytania – i to dwukierunkowo. Czyli z jednej strony jakie mam korzyści teraz z tego, że planuję podjąć działanie ale dopiero od poniedziałku? Korzyści w emocjach, uczuciach teraz (one są moją nagrodą). Albo korzyści pofolgowania sobie teraz. I z drugiej co powoduje, że odkładam podjęcie działania do poniedziałku albo nie realizuję zamierzeń gdy już ten poniedziałek przyjdzie? Nie jest prosto wykryć prawdziwe powody i trzeba być wobec siebie bardzo uczciwym, ale poznanie tych powodów może być kluczem do tego aby zacząć robić inaczej.
Może pojawia się we mnie przymus, czyli myślenie w kategoriach „muszę” i nie mam na niego zgody? Może skupienie na odległym celu i na wielu rzeczach jednocześnie, które mam do zrobienia aby cel osiągnąć jest przytłaczające? Może brak mi biegłości, brak pomysłów, co wywołuje obawy, że sobie nie poradzę i to również mnie przytłacza? Może za szybko chcę mieć rezultaty, a nie jest to realne? Może boimy się porażki? Może myślimy, że musimy coś zrobić idealnie bo inaczej się nie liczy? To są te rzeczy, które możemy odkryć jeśli pytamy siebie o powody odkładania.

Szukając myśli i uczuć związanych z sytuacją urealniamy ją i zaczynamy rozumieć mechanizmy dlaczego odkładamy rozpoczęcie działania. Bo najczęściej nie jest to zwykłe lenistwo, ale szereg różnych emocji, stanów i myśli, którymi my sami sabotujemy nasze plany. Świadomość przyczyn, dla których planujesz zacząć od jutra i nagrody, którą zyskujemy z odkładania działania może bardzo pomóc w zmianie ponieważ kiedy wiemy co, jest nam łatwiej znaleźć rozwiązanie. Warto więc szukać odpowiedzi w sobie do momentu dopóki nie poczujemy, że to ta odpowiedź.

Przyglądając się sobie warto też zwracać uwagę jakim językiem myślimy. Jeśli myślimy, że coś jest trudne, skomplikowane, ciężkie do wykonania – to łatwiej nam odłożyć to trudne zadanie na jakiś czas.
Siłowanie się ze sobą czyli forsowanie siebie do zrobienia czegoś nie jest rozwiązaniem, jeśli nie rozumiemy dlaczego potrafimy odkładać ważne dla nas sprawy. Ponieważ jeśli tylko pojawi się bardziej wymagający dzień, nie wystarczy nam zasobów siły woli aby się siłować. Ileż można walczyć? Zrozumienie siebie natomiast i mechanizmów, które się uaktywniają zmniejsza ich wpływ na nas. Sprzyja podjęciu decyzji z rozsądku, a nie z emocji związanej z natychmiastową nagrodą. Kiedy przestajemy się siłować i walczyć – łatwiej jest nam zacząć działać, poczuć ochotę do działania.

Pożyteczny automonitoring

Pomaga również rzetelne przyjrzenie się realiom czyli automonitoring. Śledzenie, z kartką i długopisem pod ręką – tego obszaru, który ma związek z tym czego chcemy. Czyli przykładowo jeśli chcemy zmienić styl odżywiania bądź schudnąć – zapisujemy każdy kęs lub łyk czegoś co ląduje w naszej buzi. Jeśli narzekamy na brak czasu, albo nie robimy czegoś, bo uznajemy, że nie mamy czasu – zapisujemy wszystko co robimy wraz z godziną kiedy to się dzieje. Wszystko to znaczy – każdą minutę poświęconą jakiejś czynności. Np. spędzoną online, na Facebooku itp. Jeśli nasza zmiana ma dotyczyć wydatków, niepotrzebnych zakupów itp. zapisujemy wszystkie wydatki. Każdą wydaną złotówkę.
Nawet kiedy coś dotyczy bardziej ograniczonej zmiany, a mamy niski poziom samokontroli, albo nie zdajemy sobie sprawy z tego jak jest naprawdę. Na przykład chcielibyśmy jeść mniej ciastek. To zapisujemy każde zjedzone ciastko. Nawet, kiedy ugryziemy tylko raz. I tak dalej. Ale zapisujemy bez narzucania sobie niczego w tym czasie. Tak naprawdę, wielokrotnie zdarza się, że efektem końcowym takiego monitoringu (naszego zapisywania, bo koniecznie musi to zostać zapisane) jest zdziwienie. Ponieważ nie zdawaliśmy sobie sprawy, że wygląda to właśnie tak. Dlatego warto tutaj z góry założyć, że my też nie zdajemy sobie z tego sprawy. Uwierz mi, że w swojej pracy spotkałam mnóstwo osób, które myślały zupełnie inaczej niż się okazało w wyniku zapisywania. Więc nie zakładaj z góry, że Ciebie to nie dotyczy, że Ty wiesz i masz kontrolę. Automonitoring prowadzi do znacznego wzrostu świadomości. Warto go robić choćby przez kilka dni (2-4) w każdym obszarze, w którym akurat chcemy coś zmienić.

Wzmacnianie siebie przez małe, systematyczne działania

Kolejna sprawa to wzmacnianie siebie w sensie swojej samokontroli i sprawczości. Możemy to zrobić np. poprzez wybór tylko jednej rzeczy, jaką chcemy robić codziennie i jakiej zrobienie jest w zasięgu naszej możliwości. Jednej, nie więcej, tak aby prawdopodobieństwo, że ją wykonamy było bliskie 100%. Na przykład jeśli chcemy zmienić odżywianie – może to byłaby decyzja, że do każdego obiadu zjadamy zieloną sałatkę. A jeśli oszczędzanie, to może byłoby to codzienne odkładanie z góry określonej sumy do skarbonki. Zadanie ma być realne, wykonalne dla nas, ale nie banalnie proste. Może to być także coś przed czym się powstrzymamy.
Dlaczego to takie ważne aby zadanie było wykonalne, aczkolwiek nie banalnie proste? Ponieważ wykonywanie czegoś systematycznie będzie nas umacniało. Systematyczne wykonywanie jakiegoś zobowiązania wobec siebie wzmacnia nasze chcę, wzmacnia naszą samokontrolę. A o to przecież chodzi, aby nasza sprawczość i umiejętności samokontroli były mocne. Co nie znaczy oczywiście, że nigdy nie zrobimy inaczej. Oczekiwanie od siebie 100% realizacji to już perfekcjonizm, a on nie sprzyja temu by działać teraz – nie od jutra.
Warto jednak pamiętać, że jeśli nasze zobowiązanie byłoby zbyt błahe – umysł to zbagatelizuje i nie przyniesie to żadnej zmiany w obrazie siebie.
Z kolei jeśli będziesz oczekiwać od siebie zbyt dużo – to prawdopodobnie Cię to zniechęci. Łatwo się wtedy poddać i znowu coś odłożyć w czasie.

Małe kroki

Kolejną rzeczą jaką możemy zrobić jest nauka skupienia na małych krokach. Ćwiczenie takiej dyscypliny do wykonywania małych kroków poprzez skupienie na tym co konkretnie mogę zrobić dzisiaj? Czym dzisiaj mogę się zająć? Jakie dzisiaj mam możliwości? Przecież jeśli nie mogę zrobić czegoś idealnie to nie znaczy, że nie mogę zrobić niczego. Oczekiwanie idealnych dni czyli działanie w kategoriach wszystko albo nic – z góry skazuje nas na porażkę. Bo w życiu ciągle coś się wydarza, zmienia, dzieje co może krzyżować nasze plany.
Jak byś odpowiedział? Czy lepiej jest nie ćwiczyć dzisiaj w ogóle, jeśli nie mogę pójść na siłownię, czy też zrobić sobie szybki spacer przez 20 minut? Lepiej zrobić to co jest na dzisiaj realne czy nie zrobić nic, łudząc się, że bardziej idealny dzień do naszych działań będzie w poniedziałek??

Nie doceniamy takich małych kroków. A one stoją u podstawy wielkich zmian i każdy, nawet największy cel, złożony jest z ogromu małych kroków, które trzeba wykonać. Pojedynczy mały krok jest stosunkowo łatwo zrealizować. I w ślad za tym uzyskać satysfakcję, która będzie dla nas małą nagrodą.
Jeśli masz jakieś plany co do swoich działań od poniedziałku, to pomyśl co możesz zrobić dzisiaj? Jaki teraz może być Twój mały krok? I zrób to. Przynajmniej już coś zrobisz i jeśli, ze świadomością mechanizmów, będziesz trzymać się małych kroków już teraz a nie wielkich zmian ale „od jutra” to Twoje rezultaty wkrótce zaczną Cię zadziwiać, a struktury Twojego neuroplastycznego mózgu dostosują się do Twojego nowego, coraz bardziej skutecznego ja. Coraz łatwiej będzie Ci podejmować trudne zadania i robić większe kroki.
W kontekście małych kroków – mamy skłonność do tego aby przeceniać to co możemy zrobić w przyszłości, a nie doceniamy tego co możemy zrobić dzisiaj. Tymczasem realizacja nawet ogromnych celów, składa się z setek, tysięcy małych kroków każdego dnia.

Wiara w zmianę jest nam potrzebna i jest bardzo cenna. Musimy tylko być czujni, kiedy ona zaczyna nam służyć do życia z syndromem złudnej nadziei z powodu ulegania natychmiastowej nagrodzie. A kiedy faktycznie jest to realna wiara w siebie, która pomaga nam podejmować konkretne działania i zmieniać nawyki, zachowania by realizować swoje cele. Tę drugą pomogą nam budować małe kroki, systematycznie podejmowane działania, które możemy wykonać już dzisiaj.

Eksperyment, który pozwoli Ci zobaczyć różnicę

Daj sobie szansę robiąc np. ten miesiąc – miesiącem małych kroków. I codziennie rób coś, co spójne jest z Twoimi wartościami i celami. Zobacz co się zmieni po miesiącu. Jaki będzie Twój nastrój, jak będziesz się czuć ze sobą, co zmieni się w Twoim życiu, jak będziesz o sobie myśleć itd. A ja trzymam za Ciebie kciuki.

⤵️⤵️⤵️