Odcinek #2

Zbliżają się święta. Dla wielu z nas być może inne od dotychczasowych. Ale niezależnie od tego czego doświadczamy w życiu i wewnętrznie – każdemu lub prawie każdemu z nas czas świąt kojarzy się z prezentami. I ja dzisiaj w temacie prezentów chcę podzielić się z Tobą kilkoma refleksjami, które do mnie przyszły. Jak pewnie zwróciłeś uwagę w tytule nagrania, nie chodzi o prezenty materialne. Ale o ten jeden prezent, który otrzymał każdy z nas. O samo życie.

Prezent życia

Jakiś czas temu zainspirowały mnie słowa, które napisał Leonardo Buscaglia (nie wiem jak wymawia się jego nazwisko, ale jak się pisze zobaczysz w opisie nagrania). W Stanach Zjednoczonych nazywany był doktorem miłości. Był mówcą motywacyjnym i profesorem na Uniwersytecie Południowej Kalifornii. Cytat pochodzi z jego książki ‘Radość życia. O sztuce miłości i akceptacji” choć ja trafiłam na niego w książce Malwiny Huńczak „Zaakceptuj siebie”.

Przeczytam ten fragment: „Lubię sobie wyobrażać, że w dniu naszych narodzin otrzymaliśmy w prezencie cały świat. Drogocenne pudełko przewiązane niewiarygodnie pięknymi wstążkami! A niektórzy nie zadają sobie nawet trudu, by rozwiązać wstążki, nie wspominając już o otwarciu pudełka. A jeżeli otwierają, to spodziewają się tam znaleźć jedynie piękno, zachwyt i ekstazę.”

Dalej autor przypomina nam, że życie to nie tylko ten zachwyt i piękno. Że jego częścią są także trudne doświadczenia i uczucia. I po to aby nie przejść obok życia potrzebujemy otworzyć się na poznanie każdej rzeczy z naszego pudełka.

Patrzeć na życie bez porównań i obwiniania

No właśnie… Zastanówmy się chwilę nad tym. Chcemy szczęścia i spełnienia. Przynajmniej większość z nas. Nie chcemy bólu i trudnych doświadczeń. Ale kim bylibyśmy bez tej części naszego doświadczenia? Czy ona nam coś daje? I jak inaczej możemy na nią patrzeć? Jak inaczej niż z pozycji np. porównywania swojego życia w momencie, kiedy jest nam źle, do życia innych ludzi. Lub z pozycji pytań typu „dlaczego coś akurat mi się przytrafia”? Czy z pozycji każdej innej postawy, która jest daleka od uznania, że to co się dzieje ma prawo się dziać. I ma swój cel.

W odniesieniu do porównywania Pomijam tu fakt, że tak naprawdę nie wiemy jak to życie innych ludzi rzeczywiście wygląda. Widzimy tylko tyle ile ktoś chce nam pokazać. Nie wiem jak w Twoim życiu, ale w moim wydarzyło się wiele rzeczy, które powodowały ból. I przez całe lata nosiłam dużo bólu w sobie prezentując na zewnątrz kobietę, o której bynajmniej nie powiedziałbyś, że czuje się nieszczęśliwa. Moje „udawanie” było do tego stopnia, że kiedy mówiłam o problemach, o najtrudniejszych doświadczeniach niosących za sobą wstyd, żal, rozpacz – mówiłam to ze śmiechem. Dosłownie zaśmiewałam je przekazując informację, że nie ma to dla mnie znaczenia. Choć w tamtym czasie miało. Tak przy okazji to takie moje podejście powodowało poczucie ogromnego osamotnienia. Po latach dopiero zrozumiałam, że to był mój wybór. Utrwalony schemat, który może służył czemuś kiedy byłam dzieckiem, ale kiedy już byłam dorosła był mi niepotrzebny. Bo przede wszystkim wywoływał samotność, a nie powodował przy tym poprawy radzenia sobie.

Co do życia innych ludzi. Polecałam niedawno książkę Kasi Nosowskiej – Powrót z bambuko. Jeśli czytałeś to wiesz, że ta książka to taki bardzo dobry przykład tego z jak wieloma rzeczami możemy się mierzyć i jak bardzo tego nie widać na zewnątrz nas. Jeśli nie czytałeś – polecam zajrzeć.

No i wracając do tematu naszego pudełka życia z całą jego zawartością. Z zawartością rzeczy, których pragniemy, za którymi tęsknimy, o które potrafimy zabiegać. Ale i tych, których nie chcemy i których za wszelką cenę chcielibyśmy uniknąć choć w przypadku niektórych jest to zupełnie niemożliwe.

Przeszkody w życiu są naturalne

Przedstawię Ci perspektywę, do której doszłam i która bardzo służy nie tylko mi, ale wielu osobom, które podobnie jak ja, zdecydowały się w pewnym momencie wziąć odpowiedzialność za siebie, swoje życie, to co czują, myślą, doświadczają . Perspektywę, która prowadzi do uznania i akceptacji tego co jest.

Co by nie powiedzieć, to życie jest darem. I każdy z nas miał już niesamowite szczęście tylko dlatego, że pojawił się na tej planecie. Aby przeżyć swoje, niepowtarzalne życie. Ze wszystkim. Ze łzami radości i łzami smutku.
Choć nikt z nas nie powie, że chce doświadczać smutku.
W jednym z wykładów Eckhart Tolle zapytał, czy możemy sobie wyobrazić film, na którym nic „złego” (złego w cudzysłowie bo nie chcę oceniać doświadczeń samych w sobie) się nie dzieje? Taki film, w którym wszystko się układa, nie ma konfliktów, wszyscy cały czas są zdrowi, uśmiechnięci, bardzo dobrze się czują, jeżdżą na wczasy, bez wysiłku zdają egzaminy, nie mają żadnych problemów, stresów i wszystko generalnie idzie jak po maśle? Nuda. Chyba taki film mało kto chciałby oglądać, a w trakcie seansu część osób wyszłaby z kina.

Zwróć uwagę, że nawet w bajkach dla dzieci bohaterowie mierzą się z różnymi wyzwaniami. Życie nie jest idealne. Naturalne są różne przeszkody, które pojawiają się na naszej drodze. A kiedy już uporamy się z czymś co stoi nam na drodze do szczęścia, to w żadnym wypadku nie znaczy, że niebawem znowu nie pojawi się coś następnego z czym mamy się zmierzyć.

Gdyby ktoś nas zapytał o to czego pragniemy to nie powiedzielibyśmy, że pragniemy doświadczać przeszkód. Jednak w życiu bardzo często jest tak, że z perspektywy czasu jesteśmy wdzięczni za coś, czego wcześniej nie chcieliśmy doświadczać. Od czego chcieliśmy uciec albo jak najszybciej zakończyć lub zmienić. Wiem, że trudno jest w to uwierzyć w momencie gdy dzieje się coś trudnego. Choć nawet wtedy, na pewnym etapie naszej świadomości, możemy zacząć dostrzegać sens.

Trudne doświadczenia mogą stać się darem

W moim życiu pojawił się moment, kiedy zdałam sobie sprawę, że trudne doświadczenia stały się moim darem. Błogosławieństwem dzięki, któremu mogę teraz np. rozumieć ludzi, nie oceniać, nie osądzać. Akceptować w pełni to czego doświadczają, z czym się mierzą, co robią. Kiedy sama doświadczałam samotności, cierpienia, choroby, konsekwencji zaniedbań, bólu fizycznego i emocjonalnego, braku sensu, wielu porażek, bankructwa, nieudanych związków – mogę lepiej zrozumieć co przeżywa drugi człowiek. Czego Ty doświadczasz.

Mimo, że były w przeszłości momenty kiedy chwilami nie wiedziałam po co mam żyć (podobno większości z nas pojawiają się tego typu myśli) – teraz jestem wdzięczna za całe swoje doświadczenie. A najbardziej za to co było trudne.
To właśnie miało się pojawić. Bogactwo doświadczeń, które miały stać się moim udziałem po to bym mogła dostrzec co stoi mi na drodze do odczuwania akceptacji, miłości, wdzięczności czy spokoju w sercu… Zobaczyć to w sobie i wziąć za to odpowiedzialność.

Nie odrobione lekcje wracają

Z czasem dostrzegłam jak ułożyło się to w proces mojego wzrostu. A kiedy nie chciałam skorzystać z lekcji wydarzającej się dla niego (bo tak właśnie pojmuję czerpanie z doświadczeń i sens ich pojawiania się w naszym życiu) miałam jak w banku, że pojawi się następna. Może w nieco innej formie. Ale i tak schematy wyraźnie się powtarzały. Wracały zachowania. Wracały sytuacje. Wracały te same emocje z bardzo podobnych powodów.

Wszystko dzieje się dla nas

Kolejnym ważnym etapem, który bardzo wpłynął na doświadczaną przeze mnie jakość życia było zrozumienie i uznanie, że kiedy coś się dzieje, to dzieje się to dla mnie. To dzieje się to po coś. Kiedyś napisałam post i na grafice do niego słowa „Jedną z tajemnic życia jest to, że ono dzieje się dla nas, a nie przeciwko nam”. To była uwalniająca perspektywa. Pojawiło się zaufanie do życia, jego inteligencji, a opór przed trudami zniknął. A kiedy zniknął opór, to co najbardziej się objawiło było spokojem. Ten spokój został ze mną. Jakby niezależny od tego, co pojawia się w życiu. I nawet kiedy doświadczam trudnych emocji – dość szybko potrafię je uwolnić i wrócić do spokoju. Przynajmniej tak było do tej pory (śmiech).

Życie podsuwa wiele okazji do rozwoju

Życie daje nam nieustanną okazję do zmiany. Do rozwoju. Do uczenia się miłości i akceptacji. Na naszej drodze pojawiają się różne doświadczenia. Każde z nich wymaga akceptacji. Ponieważ jeśli pozostanie niezaakceptowane, będzie na nas wpływało w przyszłości. Jakby domagało się byśmy coś z tym zrobili. Jakby dawało nam sposobność by dostrzec inne możliwości spojrzenia i rozumienia jego znaczenia dla nas.

Uznanie i akceptacja tego co jest a „cuda”

Na poziomie akceptacji, takiej głębokiej, jakby poddania się temu co jest bez stawiania oporu potrafią dziać się „cuda”. Pisałam kiedyś o swoich kilku doświadczeniach puszczenia oporu wobec bólu fizycznego. Kiedy zdarzyło się to po raz pierwszy i właśnie wydarzył się taki cud – po początkowym zdziwieniu i zachwycie – już na drugi dzień podważałam to doświadczenie. Trudno było mi uwierzyć w jego efekt. A było to tak. Grypa. Drugi dzień bólu bioder. Wieczorem ból jest tak silny, że kładę się i zaczynam płakać. Ale w momencie, gdy na policzkach czuję ciepłe łzy, przypominam sobie o uwalnianiu. Uwalnianie dotychczas stosowałam tylko w odniesieniu do emocji. Ale wiem, że można też do bólu. Oddycham i świadomie w pełni otwieram się na doświadczenie czucia. Całkowita akceptacja. Całkowity brak oporu i zgoda na to co czuję w ciele. Kilka, może kilkanaście minut uwalniania oporu i ból zniknął. Nie wrócił. Samą mnie w tamtym momencie to zaskoczyło i zadziwiło. Chciałam tylko doświadczyć trochę ulgi, ale nie sądziłam, że pozbędę się bólu całkowicie. Potem zaczęłam wątpić. Na szczęście (haha) miałam jeszcze sposobność w ciągu kilku kolejnych miesięcy potwierdzić doświadczenie z bólem z takim samym efektem. Teraz nie miałam już wątpliwości, że uwolnienie oporu wobec bólu fizycznego może działać tak samo dobrze, jak wobec bólu emocjonalnego. Dzięki swoim doświadczeniom zaczęłam uczyć stosowania techniki uwalniania na sesjach. To potężna technika.

Podobnie puszczenie oporu przed rożnymi doświadczeniami w naszym życiu czyni cuda. Choć nie jest to proste. W większości wymaga wcześniejszej pracy z programami przekonań, które nasz umysł utrwalił. I wymaga też wyćwiczenia uważności. Ale kiedy to już mamy względnie opanowane i potem wytrwale uwalniamy to, co pojawia się w polu naszej świadomości a nam nie służy – prowadzi to do kolosalnych zmian w życiu.

Zwróć uwagę, że technikę uwalniania praktykowałam i uczyłam się jej nie kiedy w moim życiu wszystko układało się pomyślnie, ale wtedy, kiedy coś uwierało, bolało (fizycznie lub emocjonalnie), było niewygodne. Najtrudniejszy do przepracowania był lęk. Ale również było to możliwe.

Kilka z zalet niełatwych doświadczeń

W perspektywie, z której patrzę na niełatwe doświadczenia – po to m.in. one się pojawiają, abyśmy mogli uwolnić ze swojego wnętrza wszystko to, co nie jest w nas miłością. I z tej właśnie perspektywy są one dla nas cennym darem. Nie mniej cennym niż samo życie, bo w życiu się wydarzają. I też życiu służą. Dzięki takiemu ich wykorzystaniu zaczynamy życie afirmować. Doceniać każde doświadczenie. Czerpać z niego.

Nie mam już wątpliwości, że życie i wszystko co się w nim pojawia jest naszym sprzymierzeńcem. Jest po coś. Kiedyś kompletnie było mi to obce.
Ale właśnie dlatego, że już od dziecka moim udziałem stało się wiele trudnych doświadczeń – szukając potem dla siebie pomocy – miałam okazję próbować różnych ścieżek rozwoju, kursów, warsztatów, terapii.
I tak krok za krokiem dojść do momentu, w którym zaczęłam dostrzegać jak wszystko układa się w puzzle. Jak jeden element służy by można było dopasować kolejny. I jak wszystkie te doświadczenia były mi potrzebne. Bo kiedy uporałam się z czymś wewnątrz siebie – zmiana na zewnątrz była tylko rezultatem tej wewnętrznej pracy.

Jesteśmy darem dla życia a ono dla nas

Lubię mawiać, że życie jest darem dla każdego z nas i każdy z nas jest darem dla życia. I JEST TO PO COŚ! Życie jest darem dla Ciebie i Ty jesteś darem dla życia.

Lubię też mawiać, że życie nieustannie podsuwa nam okazje do rozwoju. Do wzrastania. I kiedy nauczymy się być prawdziwie uważni, codziennie dostrzeżemy szereg momentów, które mogą służyć naszej dobrej zmianie. Od których możemy zacząć coś inaczej, lepiej dla siebie.

Dlatego wszystko z czym się w życiu mierzymy może być prezentem od losu. Zależy jak na to spojrzymy. I nie chodzi o to abyśmy musieli mieć trudne doświadczenia. Ale chodzi o to, że jeśli je mamy, to możemy otworzyć się i dostrzec, że one też czemuś służą. Nawet jeśli w danym momencie trudno nam pojąć czemu – pozostając otwartymi na doświadczanie, zrozumiemy to za jakiś czas.
Kiedy jesteśmy gotowi by integrować wszelkie doświadczenia, nawet (a może przede wszystkim) te bolesne – możemy zacząć pytać siebie jaka może być inna perspektywa patrzenia na nie. A ona zawsze istnieje. I z niej możemy się wiele nauczyć.

I choć nie jest to proste, to zarazem jest dostępne dla każdego z nas. O ile np. dar pięknego operowego głosu dostają nieliczni, o tyle dar wykorzystania doświadczeń do rozwoju, wzrostu, rozwoju świadomości, przekraczania swoich ograniczeń, osiągania poziomu bezwarunkowej miłości względem siebie, innych ludzi, świata, samego życia itp. jest dany nam wszystkim.

Od nas zależy czy i w jaki sposób z tego daru skorzystamy.

O co można siebie zapytać

Kim możesz się stać, kiedy przyjmiesz perspektywę, że wszystko w Twoim życiu jest po coś i wydarza się dla Ciebie? Jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś tak patrzył na swoje doświadczenia? Jak byś się czuł? Co robił? Jakie uczucia by dominowały?

Życzę Ci abyś z odwagą podchodził do wszystkiego co jest w Twoim pudełku życia. Świat natury jest doskonale i inteligentnie urządzony. Dlaczego nie miałoby to dotyczyć naszego, ludzkiego życia?

Pozdrawiam Cię ciepło.

WSPOMNIANE W NAGRANIU:
Leonardo Buscaglia
„Powrót z Bambuko” Katarzyna Nosowska – moja rekomendacja książki
Eckhart Tolle

⤵️⤵️⤵️